Raz z tarczą, a raz na tarczy!

To był intensywny weekend drużyny Sharks Port Gdynia. W piątek nasza drużyna odniosła zwycięstwo na wyjeździe w Kwidzynie 84:87, by dzień później ulec Treflowi Sopot na swoim parkiecie 46:109.

W kończącym pierwszą rundę meczu w Kwidzynie kibice przeżyli thriller rodem z hollywoodzkich produkcji. Przez cały przebieg spotkania drużyna Basket Kwidzyn wiodła prym, prowadząc do przerwy 53:42. Prawdziwy punkt zwrotny nastąpił około 3 minuty przed końcem spotkania, gdy przegrywając różnicą dziesięciu punktów potrafiliśmy w ciągu kilku akcji zniwelować całą przewagę i wyjść na prowadzenie. Prowadzenia nie oddaliśmy już do końca meczu, z zimną krwią wykorzystując rzuty wolne w końcówce. Tajemnicą nie jest, że techniką motywacji trenera Stefańskiego była zamówiona na 3 minuty przed końcem meczu pizza.

Sobotnie spotkanie zostało rozegrane wyjątkowo o godzinie 17:30, w celu wydłużenia czasu na regenerację po odbytych meczach obydwu drużyn. W meczu zdecydowanie lepiej weszli Sopocianie, którzy objęli zdecydowane prowadzenie już po pierwszej połowie 22:54. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 46:109 dla gości, kórzy wciąż pozostają drużyną niepokonaną w lidze.

– Widać wyraźną poprawę w grze naszego zespołu. Nawet w spotkaniu z Treflem Sopot wyglądało to nienajgorzej. Mam nadzieję, że zwycięstwo w Kwidzynie zbuduje nasz zespół na dalszą część sezonu. – w takich słowach Marcin Stefański skomentował udany weekend dla Portowców. Już na dniach pojawi się wywiad z Albertem Szymańskim – najlepszym strzelcem naszego zespołu i siódmym strzelcem ligi POZKosz tego sezonu.